Menu

Alpen Tour Trophy 2025 – cztery dni, osiem i pół tysiąca metrów w pionie – i my!

30 lipca 2025
Alpen Tour Trophy 2025 - cztery dni, osiem i pół tysiąca metrów w pionie - i my!

Alpentour Trophy 2025  – etapówka to nie przelewki!

Rok przygotowań, a w zasadzie to pięć lat treningów, oswajania z rowerem, Alpami, bólem, wytrzymałością fizyczną i psychiczną. Tak wyglądają wszystkie górskie etapówki, zarówno te, które już nami, jak i te, o których nadal marzymy (i realizujemy te marzenia!). Po Maxxis Bike TransAlp, który ukończyliśmy w 2022 roku, nasz alpejski głód ścigania nieustannie się wzmagał. Startujemy w Polsce w jednodniowych maratonach, ścigamy się w lokalnym XC, dla frajdy pokonujemy beskidzkie, karpackie, sudeckie i smrkowe szklaki. Ale ściganie w Alpach to inny wymiar kolarstwa górskiego.

Posłuchaj o Maxxis Bike TransAlp 2022 w moim podaście Paliwo z Roślin:

 

Alpen Tour Thropy przygotowania, plany, treningi, wyrzeczenia

Pod Alpen Tour Trophy 2025 zaplanowaliśmy cały rok – pracę, wypoczynek, spotkania ze znajomymi, treningi, a także wakacje. Wakacje rozpoczęliśmy od wyjazdu na Bike Maraton i wyścig w Polanicy Zdrój, w którym w sobotę zajęliśmy pierwsze miejsce w kategorii par na dystansie mega.

14 czerwca, 48 km, 1220 m w pionie – genialna trasa, którą pokonaliśmy o 20 minut szybciej w porównaniu z poprzednim rokiem. Przyjemnością było odebrać medal za ściganie i zająć pierwsze miejsce. Tym bardziej, że wyścig traktowaliśmy treningowo, jako rozjazd i rozruszanie się przed Alpen Tour Trophy.

 
Bike Maraton Polania Zdrój Sylwia Maksym i Radek Krzesa
zdjęcie: Bike Maraton

Trail Park Dolni Morava – rozruszanie przed Alpen Tour Trophy

Po maratonie spakowaliśmy tobołki i naszym vanem pojechaliśmy do Czech do Dolni Morava, gdzie przez dwa dni w formie odpoczynku, relaksu i nabrania zjazdowego flow mieliśmy szaleć w Trail Park Dolni Morava. Było super, choć jednak nie do końca…! Trail Park w Dolni Morava to zdecydowanie najlepszy Bike Park, w którym byliśmy. Świetnie przygotowane trasy, mega flow i sporo elementów technicznych, dzięki którym mogliśmy doskonalić skoki i pracować nad płynnością zjazdów.

dolni morava sylwia maksym radek krzesa paliwo z roślin  

Pierwsze objawy – coś jest nie tak? Eeee! Na pewno wszystko ok!

Dlaczego nie było wszystko w porządku? W pierwszą noc od naszego przyjazdu do Czech czułam się bardzo zmęczona. Wieczorem przeszywały mnie dreszcze i nie mogłam się rozgrzać. Staliśmy w cieniu, przy rzeczce, a więc uznałam, że to po prostu niższa temperatura, niż ta do której już się przyzwyczailiśmy. No i zmęczenie – fizyczne i psychiczne. Fizyczne – bo po pokonaniu maratonu, psychiczne – bo ostatnie 3 miesiące w mojej pracy było maksymalnie obciążające i wykańczające. Nawarstwiło się wiele problemów, ciężkich wyborów, złych decyzji, ogromu pracy i dość trudnych przypadków, którym starałam się pomóc.

Tak, to mój problem – jadę na wakacje, ale głowa zostaje w pracy. Nadal, mając już prawie 38 lat uczę się wypoczywać i nadal w tej kwestii jestem raczkująca. Obiecuję, że nauczę się do 40. bo bardzo mi na tym zależy. Obudziłam się dwa razy cała spocona i z „dosłownie walącym sercem”. Po przebraniu się, wypiciu wody wszystko mijało, więc poszłam spać.  

Schladming – to tutaj startuje Alpen Tour Trophy

We wtorek z samego rana pojechaliśmy do Austrii, pół drogi w samochodzie przespałam. Kolejnym przystankiem, a właściwie miejscem docelowym na Alpen Tour Trophy było Schladming. Piękna, obłędnie piękna miejscowość, która wielu osobom kojarzy się tylko i wyłącznie ze sportami zimowymi, ale my ich nie uprawiamy (:D), bo trenujemy wtedy na trenażerze i przygotowujemy się do sezonu kolarskiego.

Tej nocy również mocno się pociłam, ale to zrzuciłam zdecydowanie na temperaturę na zewnątrz, bo prócz tego czułam się bardzo dobrze.

W środę zrobiliśmy rowerowy rekonesans po trasach, korzystając z wyciągu wjechaliśmy na Planai i tam mając mega flow przejechaliśmy część trasy, która miała prowadzić również pod koniec etapu na Alpen Tour Trophy. Genialnie przygotowany Bike Park, super trasy, omijaliśmy czerwoną, bo nie mieliśmy się tego dnia męczyć, a szkoda! Dlaczego szkoda? Okazało się, że ostatni etap przez 3 dni etapówki Alpen Tour Trophy prowadzi czerwonym szlakiem, po którym zjeżdżają endurowcy i downhillowcy, fajnie 😀

Alpen Tour Trophy – przygotowanie -1race day

Przygotowanie od ścigania zawsze zaczynamy ułożenia wszystkiego, co niezbędnego na każdy dzień etapówki. Jako dietetyczka sportowa zajmuję się żywieniem, suplementacją, przygotowaniem żeli i nawodnienia na każdy dzień wyścigu. Zazwyczaj również realizujemy protokół ładowania węglowodanów – choć tym razem pierwszego dnia zrezygnowaliśmy z niego ze względu na duży podjazd i sporą sumę przewyższeń (indywidualna analiza priorytetów – naładowanie glikogenem vs. zwiększenie masy ciała).

Czym właściwie jest Alpen Tour Trophy?

Alpen Tour Trophy ma rangę wyścigu UCI, co było widoczne w trudności tras, a także wyśrubowanych limitach czasowych. Wyścig trwa 4 etapy, łącznie ok. 200 km i 8 500–8 800 m przewyższenia. Startujemy jako para, a więc cały czas musimy jechać razem. Różnica między naszymi czasami możemy wynosić maksymalnie 2 minuty, co jest weryfikowane na punktach kontrolnych.

  kobieta przygotowuje żele na wyścig etapowy górski MTB  

Organizatorzy wyścigów – uczcie się od Alpen Tour!

Genialna zasada, która została wprowadzona i weryfikowana przez sędziów, to znakowanie żeli numerem startowym. Super sprawa, która naprawdę ukróciła wyrzucanie zużytych opakowań po żelach i batonach (znakowane musiały być również bidony) na trasie. Brawo za pomysł i brawo za weryfikację – naprawdę wyrywkowo przed startem było to kontrolowane przez sędziów, z nakazem znakowania na ich oczach!   Zatem, przygotowaliśmy żele, rowery, siebie i porządnie mieliśmy się wyspać… ta. W nocy nie mogłam zasnąć, uznałam że to normalne z powodu stresu przed wyścigiem. Dopiero po zakończeniu etapówki przeanalizowałam swoje błędy – zapomniałam o frajdzie z wyścigu.  Podeszłam do niego tak, jakby od wyniku miał zależeć mój kontrakt z najlepszą drużyną MTB na świecie. To był zdecydowanie duży błąd.   Nad ranem okazało się, że dostałam miesiączkę, tydzień wcześniej niż normalnie, więc tak, byłam zaskoczona, ale jak zawsze na wszystko przygotowana. Miesiączka jak miesiączka, nie umiera się przecież – tak, tak myślałam do tej pory i mimo, że rozumiałam zawodniczki z którymi pracuję, a które uskarżają się w tych dniach na niemoc, nie do końca mogłam sobie wyobrazić jak to jest. Nigdy nie brałam tabletek przeciwbólowych (bo w sumie rzadko je biorę, nawet u dentysty nie korzystam ze znieczulenia – no dobra, tylko przy leczeniu kanałowym z tego skorzystałam) i zawsze miesiączka po prostu była. Miałam wtedy mniej siły i byłam czasami marudna lub płaczliwa, ale to co się działo teraz, to jakbym rzeczywiście dostała ją po raz pierwszy w moim życiu.    

Etap 1 – Hauser Kaibling – Alpen Tour Trophy 2025 

  Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin  

60 kilometrów i ponad 2100 metrów przewyższenia na dzień dobry. Nogi świeże, ale głowa pełna niepokoju. Ból brzucha przyćmiewała frajda, adrenalina i ekscytacja. Nie było żadnych wątpliwości ani pytań, czy damy radę. No jasne, że damy, nie z takimi trasami sobie radziliśmy i przecież mamy za sobą cały rok przygotowań. Brzuch zaraz przestanie boleć i będzie ekstra! Było bardzo ciężko już od startu. Nigdy nie byłam na tak szybkim wyścigu etapowym. Start mieliśmy z rynku, ale tylko gdy przejechaliśmy miasteczko peleton ruszył, jak dziki. Trzymaliśmy się w połowie, bo wiedzieliśmy, że pierwsze 20 km jest decydujące. Jeśli nie zmieścimy się w limie czasu to odpadamy.

    Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin    

Dojechaliśmy do pomiaru czasu, gdzie na lini już stał sędzia i notował kolejno przejeżdżających zawodników i zawodniczki. To był ogromny wysiłek, ale zrobiliśmy to! Teraz możemy już jechać spokojnie. Spokojnie w Alpach i na etapówce? Taaa!

Dzień nie był dla mnie łatwy, ale radziłam sobie z miesiączką, wyraźnie większą potrzebą zatrzymywania się w celu higienicznym, brzuch pobolewał, ale dało się przeżyć. Kilka podjazdów dało w kość nogom, ale adrenalina i podniosłość miejsca, doliny rozciągające się pod nami, surowe szczyty Alp, piękna zieleń, mnóstwo zwierząt i dzika natura, sprawiły, że mimo ogromnego wysiłku wiedzieliśmy, że jesteśmy we właściwym miejscu. Zjazdy były techniczne, szybkie, z widokiem na ścianę Dachsteinu. Meta w Planai Stadionie smakowała jak pierwszy mały triumf, mimo, że zakończyłam ją płaczem. Łzy po dojechaniu na linie mety lały się same. Ze szczęścia, z wysiłku, z trudu, a także stresu.

    Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin  

Czerwona trasa na Alpen Tour Trophy

Skąd stres? Jak pisałam wcześniej, okazało się, że ostatnie kilkaset metrów jedziemy czerwoną trasą, przy której spotkaliśmy wytrawnych downhillowców ubranych w full face, ochraniacze na kolanach, łokciach i skorupach na kręgosłupie. A my? W lajkrach i orzeszkach na głowie mieliśmy jechać tą samą trasą. Bosko. Błagałam by jechali przed nami, ale kpiąco powiedzieli, że mamy jechać przed nimi, bo będziemy szybsi. No i byliśmy. Nauka techniki i obeznanie w bike parkach dało nam flow i szybkość jazdy, choć paluchy na klamkach nie chciały przestać ich dociskać. Trasa była trudna, co było widać przez dwa kolejne dni, gdy obserwowaliśmy po zakończeniu odcinka innych, którzy mieli problem by nią zjechać. Jak mówi moja koleżanka – wspaniała kolarka – Iza Dudek: „żeby jeździć po górach, trzeba jeździć po górach”. Miała rację, dobrze, że ciągle szlifujemy umiejętności!    
Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin
To tutaj leciały łezki, ze zmęczenia, ze stresu z bólu.
   

Etap 2 – Dachstein i próbka pokory – Alpen Tour Trophy

    Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin

Dzień zaczęliśmy z uśmiechami na ustach, bo czemu nie. Dziś na wszelki wypadek wzięłam tabletkę przeciwbólową, bo w nocy był miesiączkowy armageddon, rano też. Zadziałała, a więc wskoczyłam na mojego kolorowego Treka i ruszyliśmy. Tak, Radek nieustannie mnie wspierał i był cudownie troskliwy (jak zawsze!).  

Drugi dzień Alpen Tour Trophy to 70 km i niemal 2800 m w pionie. Najdłuższy i najtrudniejszy dzień. Ten etap uczył pokory – słońce prażyło, a ostatnie podejście pod Türlwandhütte miało być najbardziej wymagające. Ale dla mnie tego dnia wymagające było wszystko. Limit czasowy był tego dnia równie wyśrubowany. Pierwsze 15 km to nieustanny podjazd na 1100 m w ciągłym zgięciu i nacisku na brzuch. Bolało, było niewygodnie, niekomfortowo, znów musiałam się zatrzymywać dosłownie co 30 minut w celu higienicznym.

  alpen Tour trophy  

Masakra, ale jedziemy dalej. Jedziemy? Po wjechaniu na krótki płaski etap asfaltowy, który miał doprowadzić nas pod górę, okazało się, że mam totalną niemoc. Na płaskim asfalcie nie potrafiłam utrzymać 150 Watów i odpadałam. Głowa chciała, nogi nie mogły. Nie mogłam wejść na wyższe tętno, a serce waliło jak szalone. Nie mogłam złapać oddechu, a ból brzucha był tak duży, jakby ktoś przycerował mi pępek do kręgosłupa. Wsiadłam Radkowi na koło, ale nawet tego nie mogłam utrzymać. Radek co chwilę pytał czy wszystko w porządku, nie było w porządku, ale ja nie wiedziałam co się dzieje.

  Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin  

Nie tylko ja miałam trudności

Po wjechaniu na szczyt okazało się, że kilka osób przed nami zrezygnowało, więc wymieniając serdeczności z nimi, uzupełniliśmy braki wody w bidonach i ruszyliśmy w dół. Techniczna trasa, mnóstwo wyrw w ziemi, lecące kamienie, po lewej stronie przepaść, stromy zjazd i moja odmawiająca posłuszeństwa głowa. Ból. Do bólu brzucha doszedł również ból kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, z czym (na taką skalę) po raz pierwszy miałam do czynienia. Nie mogłam skupić się na zjeździe, który w takich warunkach naprawdę trzeba kontrolować. Robiłam głupie błędy, które mogły kosztować zbyt wiele, niż tylko niedojechanie w limicie czasu. Zeszłam z roweru, moje ręce drżały, nagle panicznie zaczęłam się bać zjazdu, a jak okazało się – zejście w takich warunkach było trudniejsze, ale moja dupa nie chciała siedzieć na rowerze, mój brzuch chciał się w końcu wyprostować, a ja nie wiedziałam którego miejsca na ciele słuchać. Głowa i serce dość głośno się kłóciły. Dojechał do mnie „zamykacz bezpieczeństwa wyścigu”, za którym nie mógł nikt inny jechać. Okazało się, że na trasie zjazdowej znów pożegnał kilkanaście osób, które zrezygnowały. Dojechaliśmy do końca zjazdu, gdzie czekał Radek, gdy mnie zobaczył to dobitnie zapytał, a raczej stwierdził, rezygnujemy?! Gdy usłyszałam słowa o rezygnacji od razu się popłakałam, ale wiedziałam, że upieranie się na kontynuowanie wyścigu jest bez sensu. Nie daję rady przez ból. Nie mogę się skupić, totalnie nie mam z tego frajdy, mój organizm walczy, a ja sobie z tym nie radzę.   Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin  

Przegrałam z miesiączką, bólem i niepracującą głową

Zrezygnowałam, przed nami było jeszcze 50 km i prawie 2000 m w pionie + wyśrubowany czas, w którym musieliśmy się zmieścić do 50 km. Zamykający wyścig okazał się serdecznym człowiekiem, który dodawał otuchy. Wykonał wszystkie obowiązujące go czynności – zrobił zdjęcie nam i numerom startowym, odznaczył w bazie i życzył powodzenia w dojechaniu do kempingu, a sam wrócił na trasę. Dlaczego taka procedura? Każdy zawodnik musi być weryfikowany, a organizator pewny, że nic nikomu się nie stało. Tak, ja mam wsparcie, jedziemy razem, jednak osoby jadące solo w razie wypadku (a o to wcale nie trudno w Alpach) muszą również być bezpieczne (dlatego chipy, dlatego weryfikacja). Radek może się cieszyć przynajmniej fajnym zdjęciem na zjeździe 😉 (taaak, zawsze szukam plusów). Wróciliśmy do kampera i żałowałam, że zrezygnowałam. Trudniejsze było obciążenie psychiczne związane z tym, że nie dałam rady, że przegrałam z bólem, że zawiodłam Radka. Radek to złoty człowiek, mój najlepszy przyjaciel, mąż i najlepszy kompan życia, kolarstwa i podróży (wszelakich). Pozwolił się wypłakać, wygadać, pobyć samej, przemyśleć, wyciągnąć wnioski i zbudować siłę na kolejny dzień. Tak, mogliśmy startować dalej, ale już bez klasyfikacji czasowej.    

Etap 3 – Reiteralm, czyli królewski ból nóg.

  Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin  

To był dzień królewskiego etapu. 2580 metrów w pionie na 59 kilometrach. Wspinaczki ciągnęły się w nieskończoność, ale każde wynurzenie się z lasu odsłaniało alpejskie stoki, soczyste łąki i przestrzeń, która pozwalała zapomnieć o zmęczeniu. Do tego premia górska – motywacja, by jeszcze raz docisnąć. Meta w Planai Stadionie już była prawie domem i czerwona trasa tak nie straszyła, jak pierwszego dnia. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Co pomogło? Zluzowanie, dzięki temu, że ból brzucha był zdecydowanie mniejszy, a tak naprawdę dało się go okiełznać 2 tabletkami przeciwbólowymi. Tak częste, jak przez dwa dni zatrzymywanie już również nie było konieczne. Mogłam jechać, bawić się zjazdami i mieć frajdę z pokonywania słabości na podjazdach. Mimo, że nie byliśmy już klasyfikowani, chciałam ukończyć etap z najlepszym czasem. Tego dnia startował również etap jednodniowy, dla osób które chciały wziąć udział w Alpen Tour Trophy, ale nie jechać 4 dni, a jeden. Fajna przygoda, dla tych, którzy nie muszą się upodlić kolarsko, jak my 😀

Co zrobiłam w poprzednie dni źle? Może chciałam za bardzo? Nie wiem. Nie poradziłam sobie z bólem i z głową. Gdy opowiedziałam o swoich objawach kilku osobom, wszyscy jednoznacznie stwierdzili „ej, to brzmi jak COVID, też tak miał_m!”. Być może był to COVID, ale ze względu na to, że jestem zaszczepiona przeszłam go łagodniej. Odbiło się „jedynie” na sile i wytrzymałości, nad którą rzeczywiście musiałam pracować przez kolejne 3 tygodnie, aby wróciła do tego samego stanu, jak sprzed wyścigu. To był dobry dzień. Zakończyliśmy go z uśmiechami i frajdą (no dobra, w mojej głowie nadal figlowały wyrzuty sumienia, ale już się tym z nikim nie dzieliłam, nawet z Radkiem).

     

Etap 4 – Time Trial i koniec wyścigu – Alpen Tour Trophy 2025

Ostatni dzień – tylko 11 km, ale aż 1100 metrów podjazdu. Start z centrum Schladming, meta na Schafalm. To był niesamowity dzień. Już bez bólu, bez strachu, bez łez, na swobodzie, ale z totalną walką. Taki podjazd i czasówka to naprawdę wymagający wysiłek. Czas startu był uzależniony od wyników. Osoby z najgorszym czasem, zdyskwalifikowali (ci, którzy nie zmieścili się w czasie etapów, więc i my), aż do najlepszych zawodników i zawodniczek z licencją UCI). Była frajda, były piękne widoki, było ciężko, ale sastyskacjonująco. A potem… finisz, widok na Dachstein, łzy w oczach i uśmiech, który mówił wszystko – wdzięczność. Za bycie razem, za wysiłek, za wsparcie, za kibiców, których tego dnia było mnóstwo i wszyscy wszystkim bili brawa i wspierali – takie rzeczy tylko poza Polską (przykro mi, ale to prawda).

  Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin  

Ściganie w duecie, jako para mix

Tak, osobny akapit chcę poświęcić naszej formie ścigania. Ściganie na etapówkach górskich, jako para jest niesamowicie wymagające. Nigdy nie będę tak szybka jak Radek, nigdy nie będę miała takiej siły, jak Radek. Jak wygląda więc nasze ściganie w parze? Zawsze jadę za Radkiem, zazwyczaj czeka na mnie na szczycie góry, a ja na niego u jej podróża. Radek szybciej wjeżdża, a ja szybciej zjeżdżam. Na płaskich etapach trzymamy się razem, czasem ja na kole, czasami sama cisnę, chcąc sprawdzić swoje możliwości. Często się złoszczę, gdy chce mi pomóc, przecież ja sama umiem, sama chcę (achh :)). Ale chcę zaznaczyć tego podwójną trudność. Różnica między nami jest spora, ale musimy ją wyrównać, aby być klasyfikowani. Radek musi zwolnić – co jest trudne, by dopasować do siebie tempo jazdy słabszej osoby. Ja muszę przyspieszyć – co zazwyczaj mnie zajeżdża na końcowych etapach ścigania, ale pozwala na przekraczanie własnych granic. I to jest piękne. Nigdy tego nie zmienimy i będziemy ścigać się do 108 roku życia! Tak sobie obiecaliśmy! W zdrowiu, frajdzie, sile, skupieniu i przede wszystkim RAZEM. Życzę Wam tak wspaniałego związku jak nasz, życzę Wam tak wspaniałych przygód, zrozumienia, miłości, jakie my wypracowaliśmy i nadal nad nimi pracujemy.  

Alpen Tour Trophy 2025 – podsumowanie

Mieliśmy szczęście do obłędnej pogody – każdego dnia ok. 30 stopni Celsjusza (zdecydowanie to mój klimat w przeciwieństwie do deszczu i temperatury poniżej 10 stopni). Spotkaliśmy również wspaniałych ludzi (także Igora, naszego ulubionego fotografa, którego poznaliśmy na Bike TransAlp w 2022 roku) i zawarliśmy nowe znajomości z zawodnikami z Niemiec, Belgii, Holandii i Francji. Wzmocniliśmy naszą siłę fizyczną i psychiczną, a także zebraliśmy nowe doświadczenia, które przydadzą się w kolejnych etapówkach. Organizacja wyścigu na duży plusy – trasy dobrze oznaczone, bufety skromnie, ale wystarczająco wyposażone. Każdego dnia przepyszna kolacja (z opcjami również wege!) z mnóstwem warzyw, świeżych owoców i domowych ciast. Super klimat, który stworzyliśmy startujący i ekipa organizatorów. Na pewno wrócimy (o ile cena wpisowego nie wzrośnie tak dramatycznie, jak w porównaniu do innych etapówek :)). Co jest wymagane na Alpen Tour Trophy? Na pewno jeśli dopiero doskonalisz swoje podstawowe umiejętności kolarskie, to wyścig może okazac się dla Ciebie za trudny. Jest sporo technicznych zjazdów i wymagających podjazdów. Czy hardtail będzie dobrym rozwiązaniem? Znalazło się kilku zawodników, którzy jechali na hardtailu i dali radę. Ja również ukończyłam Maxxis Bike TransAlp na hardtailu, ale po zmianie roweru na full’a ciągle w mojej głowie trwa dyskusja – co lepsze?! Najlepiej oba, a więc nie śmiem Ci doradzać w tej kwestii, bo są od tego mądrzejsze osoby.   Alpen Tour Trophy Sylwia Maksym Radek Krzesa Paliwo z Roślin     I wiesz co… Nie zawsze uda się wygrać z bólem i przeciwnościami, ale od Ciebie zależy, czy zamienisz to w zwycięstwo, czy porażkę. Dziękuję Kochanie, bez Ciebie nadal siedziałabym na mecie pierwszego dnia i płakała 😉  
Udostępnij

Zobacz także

Newsletter

Zapisz się do newslettera i odbierz darmowy jadłospis fleksitariański na 2000 kcal

Unikatowe kody promocyjne, darmowe diety i ebooki oraz najważniejsze informacje dotyczące diety roślinnej i sportowej w pigułce - to wszystko otrzymasz zapisując się na mój newsletter!

Zgoda(wymagane)